Zgon bez odrodzenia.

Elegia baniek mydlanych!

*

Nie ma ucieczki przed odpowiedzialnością. Choćbyśmy najsilniej uwierzyć pragnęli, że jesteśmy samym widziadłem tylko, cząstką czyjegoś czy też niczyjego marzenia snującego się w nicości niby mgła — jesteśmy. Nie można unicestwić bytu, wstrzymać stawania.

Wszystko jest czynem, nawet bezpłodność. Wszystko rodzi skutki, nawet niemoc. Na próżno wymawiać się, tłumaczyć i bronić — mnie nie ma, ja jestem czymś lotniejszym i bardziej nikłym od snu. Wszystko jest. Życie jest poważne.

Uczyniono z życia maskaradę. „Moja rola jest taka, chcę przeżyć, grając moją rolę. Nie wymagajcie ode mnie niczego innego”.

Biedacy... To udanie jest prawdą. Jest tylko walka i czyn albo przeniewierstwo. Bojownicy i uciekinierzy.

Lubicie mówić o swobodzie. Ach, jest to swoboda pijanych niewolników. Człowiek, myślicie, jest produktem przyrody, wytworem skończoności. To trudno, taka jest smutna rzeczywistość. Uciekajmy w marzenia. Tu będziemy swobodni. Na początku metafizyki tej tchórzostwo!

Człowiek jest swobodną istotą. Nie wytworem, lecz twórcą, nie produktem, lecz władcą. Wszystko, co jest, jest jego czynem lub materiałem jego czynu. Przeznaczenie to bierność nasza rzutowana w przestworza.

Swoboda istnieje, ale w walce. Istnieje, ale jako zadanie.