A — dobry wieczór, panie Antoni. Niech pan poczeka. Proszę państwa.

Wszyscy wychodzą do sali. Leon i Bęski stoją tyłem do drzwi od sali. Matka cichutko, po omacku wraca i przysłuchuje się, niewidzialna, ich rozmowie

Ależ ma pan odwagę, żeby tu przychodzić. I to bez kokainy.

BĘSKI

czarno-biały, jak wszyscy

Bez jakiej kokainy. Musiałem zaraz pana znaleźć. Poproszę pana o ten numerek od tego planu mobilizacji. Nie chcą wierzyć, że to prawdziwy dokument. Muszą sobie przypasować. Potem zaraz panu zwrócę.

Leon wyjmuje z pugilaresu50 mały notatnik, a z notatnika malutką karteczkę

LEON

Proszę pana.

Bęski bierze karteczkę i chowa ją. Leon zapisuje coś w notatniku