GUSTAW — Wiesz, że to zaczyna być nudne — to babranie się we mnie, w jakichś szczegółach nic nikogo nieobchodzących. Ty jesteś w ogóle maniak, nie tylko maniak prześladowczy: mania grzebania się w sobie i w innych. Są rzeczy ciekawsze i piękniejsze, i pożyteczniejsze...

JA — Tak, to jest typowe: jest nudną rzeczą uświadamianie sobie swych drobnych nieświadomych, niegodnych nas w naszej pełnej świadomości postępków, które dają nam możność bezkarnego odgrywania swego życiowego „katzendreckera”, swego „nieudacznictwa”, nieudałości, na niewinnych ofiarach. A co najgorsze, że uświadomienie takie, o ile oskarżony zrozumie swoją winę i przyzna się do niej, raczej jeśli będzie do tego z absolutną oczywistością zmuszony, zamknie mu raz na zawsze drogę w stosunku do tego osobnika, który go uświadomił, a o ile nie jest bezwstydnym wobec siebie sadystą, to może i wobec innych w sferze tego rodzaju postępko-występków. Albo też zerwie ze swym uświadomicielem stosunki — to jest najpospolitsze.

GUSTAW — Żyć by nie można, gdyby człowiek się babrał ciągle w takich subtelnościach. Tego nie wmówisz w nikogo — nikt tego nie zniesie. Tylko ludzie będą ciebie unikać i zostaniesz w końcu sam jak byczy ogon na śmietniku.

JA — Wspaniały dowcip, godny zaiste Słonimskiego. Czyż ty nie widzisz, ile energii ludzie marnują na zupełnie nietwórcze przeżeranie się w witzach, dowcipach i złośliwościach, psując sobie nerwy też, ale głównie innym, którzy znowu psują nerwy im nawzajem. Cała ta energia mogłaby być użyta na co innego.

GUSTAW — To jest gruba przesada. A zresztą dość mam tego: jeśli ci tak chodzi o tego geniusza i tak głęboko jesteś tym głupstwem zraniony...

JA — O! to jest też wybieg zlekceważenia przeciwnika i uniemożliwienie mu napadu przez apelowanie do jego ambicji. Wielu możesz zatkać w ten sposób gęby, ale nie mnie...

GUSTAW — Tak, ty masz w gębie siłę trzystu koni, jak pisał Boy o pewnym poecie — ty każdego potrafisz na śmierć zagadać.

JA — Ty byś chciał bezkarnie wbijać szpilki innym za paznokcie i w skrytości cieszyć się ich bezsilnym cierpieniem...

GUSTAW — Robisz ze mnie wprost potwora. Panno Ludwiko — prawda?

ONA — Ależ oczywiście, żyć by nie można, gdyby się tak zwracało uwagę, jak tego chce pan Witkacy...