— Ja? — spytał zdziwionym tonem — ja nic, chyba ci się zdawało. Ja nawet po prostu nie mogłem tego powiedzieć — to jest absolutnie nie w moim stylu144.

— Ależ Forciu (mój były przyjaciel nazywał się Teozoforyk i był bardzo nawet często praktykującym katolikiem), powiedziałeś na pewno to i to (pierwsza lepsza złośliwość zlekceważająca istotnie interlokutora czy też okazywanie wyższości swej w kwestiach odwagi145). (Coraz większe zdziwienie:)

FORCIO — Więc jeśli zrobiłem coś takiego, to niechcący; więc czyż można mieć do mnie o to pretensję. (Twarz naiwna, uszy po sobie, ale w oczach za to jakieś dziwne stężenie; „and he — to ja — saw the dangerous soul of the man146, jak pisał J. London.)

JA — Traktujesz to tak, jak potrącenie przypadkowe na ulicy, które czasem nie bywa tak przypadkowe właśnie, jak się wydaje. Ale i w tym wypadku, o ile ktoś programowo cię potrącił, aby cię zlekceważyć, i nie przeprosił, nie możesz mu udowodnić, że faktycznie nieprzypadkowo to zrobił, a zrobiwszy, że faktycznie nie zauważył „szturku” i nie przeprosił dlatego właśnie — jakkolwiek jest to bardzo możliwe. W pewnych wypadkach masz jednak pewność, że tak nie było, a dowód byłby niemożliwy.

FORCIO (ucieszony, z „oblechczeniem”) — No właśnie — wo, wo, wo — o to chodzi.

JA — Nie, kotku, nie o to chodzi. Chodzi o to, że gdy się mówi, to są tam, niestety, prócz intonacji i barwy głosu jeszcze znaczenia słów — tych nie można wykręcić jak kota ogonem w worku — można do pewnego stopnia w pewnych wypadkach, ale zawsze coś tam zostanie. Otóż tu są słowa (cytuję mu jakiego witza na temat moich portretów czy też głupie aluzje w związku z tzw. „Barenproblem in Tatra”: problem niedźwiedzi, tak rzadkich już w górach tatrzańskich).

FORCIO — Może ci się zdawało albo przekręciłeś, bo naprawdę trudno mi się do tego przyznać. Albo też jest to bezmyślne głupstwo. (Tu go mam.)

JA — Otóż Freud tłumaczy te bezmyślne głupstwa, a nawet proste przemówienia się i omyłki podświadomością...

FORCIO — Otóż to: jeśli podświadomie coś powiedziałem, to nie mogę za to odpowiadać. Sam się wkopałeś — sprawa skończona — nie nudź mnie tą psychologią, bo się naprawdę pogniewam.

JA — Otóż to. Przede wszystkim bardzo mała cząstka naszego życia jest świadoma, refleksyjnie przeżyta lub ujęta w symbole i zafiksowana. Na tle gąszczów podświadomych impulsów, mimo całego niby-przepojenia naszej psychiki pojęciowością, czysta świadomość to drobne iskierki oświetlające powierzchnię dziania się, która jak skorupa zamyka tętniący i dudniący podziemny wulkan naszych uczuć i popędów. Właśnie według Freuda zatłamszone w świadomości przykre przeżycia przechodzą znowu do podświadomości i stamtąd promieniują na nowo bez naszej wiedzy, deformując nasze życie świadome tak, że o tym bez pomocy kogoś drugiego, wtajemniczonego, niczego się dowiedzieć nie możemy.