obejmuje go mocno i całuje w czoło z niezmierną czułością

Tak ojcze! Porzuć tę okropną robotę. Możesz ogłosić to po śmierci. Ja wiem. Alfred nie rozumie nic. On cię tylko podgląda. On jest bardzo zdolny, ale tylko do pewnej granicy. Ja znam go dobrze. Ja mu dałam podstawy teorji czystej wielości. do Green’a Green! Jak pan śmiesz zaprzątać ten wielki umysł całą tą baliwernią? Czy wyście powarjowali wszyscy w tem waszem przeklętem Em. Si. Dżi. Eu?

GREEN

kłania się uniżenie

Ja wiem też dość wiele. Pani jest bardzo zdolna, panno Ireno, ale pani nie wie, że on stworzył klasę liczb oznaczonych perskimi znakami i teraz ma sformułować dowód, że liczność pewnej wielości jest wyższa od wszystkich, jemu tylko i szatanowi znanych, wielości. Nawet ośmielił się nazwać to: jest to Tumor-jeden.

Irena ze zgrozą spogląda na ojca, poczem bierze z rąk tragarzy pokrwawione pieluchy i przyciska je do piersi

IRENA

Biedny, biedny Izydor!

JÓZEF MÓZGOWICZ

Nawet dziecku biednemu nie darowali, psie pary.