IRENA
do Józefa
Dziadziu! Chodźmy stąd. Tu wprost nie można oddychać. Jakże strasznie zazdroszczę Leibnizowi. On był takie dziecko, jak ten biedny trupek.
Bierze Józefa pod rękę i wychodzi, trzymając pieluchy pod lewą pachą
za nimi wychodzą tragarze
Rozhulantyna odzyskuje równowagę ducha i poprawia sobie suknie. Powoli z matki i wilczycy staje się znów kochanką.
ROZHULANTYNA
Teraz cię przesilili, ojcze Mózgowcze. Teraz już chyba nie dasz rady. Nawet Ira cię opuściła i rodzony papoczłowiek zwiał jak kamfora.
GREEN
Ja jeszcze jestem. Ja z nim zostanę.