Wyszedł na górę i zapukał.
Otworzono mu drzwi bardzo ostrożnie.
— Dobry wieczór, Polu!
— Cicho! On śpi...
Gordon wszedł cicho.
— Jak się ma Stefan?
Spojrzał dziewczynie w oczy i zatrzymał jej rękę w swojej dłoni.
— Coraz gorzej, coraz gorzej...
W tej samej chwili chory uniósł się na łóżku.
— Ach! to pan, panie Gordon! Boże, jakże ja długo na pana czekałem...