Ale wkrótce usiadł i chciwie wypił herbatę pół na pół z koniakiem. Twarz mu pałała, a oczy pokryły się13 upiornym blaskiem.

Gordon spoglądał nań zamyślony. Jakby go nie widział.

Chory chwycił go nagle za ramię.

— Posłuchaj pan... Czy wie pan, co znaczy umrzeć? Umrzeć w moim wieku? W dwudziestym roku życia? Czy pan w ogóle wie, co znaczy umrzeć? Nie śpię całymi nocami i myślę; staram się dokończyć tę myśl. Ale to się nie da pomyśleć... Widzi pan, ja już zupełnie jestem spokojny. Wiem, że muszę umrzeć. Ale co to znaczy? Co znaczy umrzeć? Powiedz pan! Jest pan dla mnie największym człowiekiem. Jest pan moim Bogiem. Powiedz mi pan, co znaczy: umrzeć?!

— Nie wiem.

— Nie wie pan? Powinien pan wiedzieć! Musi pan! Zawsze pan odpowiadał na moje pytania. Dlaczego teraz nie potrafi pan odpowiedzieć? He, he... Człowiek umiera! Dusza, powiedziano gdzieś, umiera wcześniej. Wielki Boże, co za szaleństwo! dusza ma umierać! Tylko kretyni w to wierzą!... He, he... Po co ja w ogóle żyję?... Ha, ha... cel ma istnieć tylko w świadomości ludzkiej... I pan nie wie, po co ja żyję? Starałem się myśleć o tym! Ciało moje rozkłada się! Dobrze! Dusza moja... nieśmiertelne ciało astralne...

Sapał i dusił się kaszlem.

Gordon wziął go za ręce i spojrzał mu w oczy.

Wroński uspokoił się natychmiast.

— Czy wierzy pan w piekło? — spytał Gordon.