— A więc stan istniejący jest dobry — wtrącił nerwowo Hartmann.

— Nie! nie dobry, lecz konieczny.

— Ależ przez miliony wieków uczono nas, że to, co konieczne, jest dobre.

Gordon uśmiechnął się.

— Tego nas nie uczono. Ale niech i tak będzie. Przypuśćmy, że to prawda. Ale w takim razie trzeba je zniszczyć, właśnie dlatego, że jest dobre. Ja chcę je zniszczyć, bo jest dobre, a pan chce je zniszczyć, bo jest złe. Pan chce zniszczyć stan istniejący, bo ma pan nowy system w pogotowiu. A ja chcę niszczyć, bo na gruncie zniszczenia wykwitnie nowy stan rzeczy, zupełnie od woli niezależny, nieobliczony, ale nie mniej konieczny i uzasadniony. W gruncie to na jedno wychodzi. Skoro tylko zniszczymy stan istniejący, natenczas nie pozostanie mi już nic do roboty, a przyszłość może pan zbudować sobie według swoich zasad.

Hartmann długo spoglądał na Gordona.

— Dlaczego pan chce niszczyć?

— Bo nienawidzę.

— Nienawidzi pan? — uśmiechnął się.

— Tak, nienawidzę. A nienawiść moja świętsza jest od miłości pana, bo pan odczuwa miłość tylko mózgiem. Nienawiść moja jest starsza i głębsza, bo była przed wszelką miłością. Lucyfer jest starszy niż świat, bo świat jest dziełem miłości.