— Pan jest jedynym, który to wszystko ode mnie usłyszał.

Gordon podał mu rękę i uśmiechnął się.

— A kiedy wszystko będzie zniszczone, wówczas ja pójdę i zostawię panu miejsce do budowania.

V

Hela stała przy oknie i przyciskała rozpalone czoło do szyby.

Na dworze deszcz padał, padał nieprzerwanie.

Nie myślała o niczym. Był to stan obłąkanego i bezładnego pogmatwania, pogrążenia, z którego zrywała się od czasu do czasu.

Och, ona to znała.

Zmierzch zapadał, zaczęło się szybko ściemniać.

Zaświeciła lampę, usiadła na fotelu i ukryła twarz w dłoniach.