Tak siedziała bardzo długo. Nagle zerwała się: ktoś pukał.
Wszedł Ostap. Zdawał się zmieszanym, rozejrzał się lękliwie dookoła i usiadł, nie mówiąc ani słowa.
Hela stała i czekała.
Spojrzał ku niej z zakłopotaniem.
— Pewnie na mnie czekałaś. Z takim trudem wybrałem się z domu. Ból rozsadza mi głowę. Co masz mi powiedzieć? Wielki Boże, tak ponuro wyglądasz? Cóż to takiego?
— Czyś ty chory? — spytała.
— Nie, tylko pijany. Teraz zawsze jestem pijany — wykrztusił Ostap.
— A czy zrozumiesz przynajmniej, co ci powiem?
— Mów, mów!
— A więc słuchaj, nigdy nie chcę cię już widzieć. Postanowiłam zerwać z tobą.