Wroński znowu nieufnie spojrzał na niego, ale twarz Botki pozostała spokojną, poważną, uczciwą.
— Pan zajmował się także archeologią — podjął Botko po chwili. — Widziałem u Gordona jedną z pańskich prac historycznych, o dziejach tutejszego klasztoru.
Wroński ucieszył się.
— Korzystał pan z tutejszego archiwum? Podobno jest bardzo bogate. Czy znajduje się ono w ratuszu?
— W ratuszu?
— No, jeżeli są tam cenne materiały...
— Nie! W ratuszu leżą tylko rzeczy bez wartości... Całe stosy papieru, tam, na górze... Przyszła mi myśl, oblać to wszystko naftą...
Wroński powiedział to prawie złośliwie.
— Śniłem o tym... Czy tego się pan chciał dowiedzieć?
— Nie! Ale dobrze by było zanieść naftę na górę. Znajdzie ją pan naturalnie na miejscu.