— Powołał się pan także na przykład księdza Ściegiennego49, który w podobny sposób pracował...

— Tak. Ale Ściegienny był niezręczny. A zresztą cały ten pomysł nie był właściwie moim. Coś podobnego przychodziło mi wprawdzie do głowy, ale ten plan wziąłem od Gordona.

— Mniejsza o to. Z tego rodzaju pomysłami wszędzie spotkać się można. Sposób wykonania jednak tego planu i środki, na jakie pan wskazywał, przekonały mnie, że pan bardzo szczegółowo nim się zajmował.

— Tak, chciałem zostać księdzem.

— Trwa pan jeszcze w tym zamiarze?

— Jestem skazany na śmierć.

— Ależ to jeszcze nie jest tak pewne?

Wroński spojrzał na niego niechętnie.

— Dajmy temu pokój! Przystąpmy do rzeczy.

— Ależ nie ma potrzeby. Widzę, że pan bardzo starannie nad wszystkim się zastanawiał.