Nalał sobie herbaty.
— Pan byłeś na uniwersytecie w Zurychu?
— Tak, kilka lat.
— Obracał się pan zapewne w kołach rewolucyjnych?
— Tak, byłem sekretarzem „Wolności”.
Wroński powiedział to prawie z dumą, radośnie podniecony. Spostrzegł jednak, że dumę okazuje w sposób bardzo dziecinny. Nieufnie spojrzał na Botkę. Botko zachował jednak niezmienną powagę i spokój.
— Widziałem pana raz w klubie.
— Tak?
— Mówił pan wtedy porywająco. Przedstawiłeś pan plan, który mi się niezwykle podobał. Mówiłeś pan, że należy zapisywać się do seminariów duchownych, gdyż tylko ksiądz może po wsiach uzyskać wpływ nad ludem i powoli szerzyć idee rewolucyjne. Tak, niezawodnie, środek doskonały. Nieprawdaż? Miałeś pan na myśli komunistyczne zasady pierwszych wieków chrześcijaństwa, które by można wpajać w lud? Wszakże o to chodziło?
— Tak.