— Tak, zauważyłem to. — nieznajomy spojrzał życzliwie na Wrońskiego i uśmiechnął się.

— Można się tam dobrze ukryć... Zdaje mi się, że idąc wzdłuż rowu, można się nie lękać niczyjego oka...

— Tak, w istocie.

— W ten sposób można by dojść aż do mostu, o którym pan wspominał...

Wroński nagle się uspokoił. Fantazja jego poczęła pracować.

— Myślę, że najlepiej by było wejść pod most. Domy, które stoją nad rowem, nie mają okien wychodzących na rów. Z obydwu stron wysokie, nagie ściany. Zauważył pan?

— Zupełnie słusznie.

— A więc można, nie będąc widzianym, dojść aż do ogrodowego muru ratusza...

Botko przerwał.

— Zdaje mi się, że herbata już gotowa?