Wroński przetarł ręką czoło.
— Widzi pan... Nie wiem, skąd mi ta myśl przyszła. Wspaniała, niesłychana myśl! Myśl, której jeszcze żaden człowiek nie miał przede mną.
Chwycił Botkę za ramię.
— Wie pan, dlaczego muszę umierać? Pojmuje to pan? Dla stu marek! Dla stu marek muszę zdychać.
— Dla stu marek?
— Tak. Dostałem influenzy50, później zapalenia płuc. Byłem bardzo osłabiony i powinienem był iść do szpitala. Pisałem do tego człowieka, do którego willa należy. Wie pan, co mi odpowiedział? Że sam nie posiada stu marek? Ha, ha, ha! Teraz się zemszczę! Tam leżą jego skarby... Zemszczę się! Wszyscy powinniśmy uczyć się zemsty. Zemsta powinna stać się naszym najpotężniejszym instynktem. Utopiści pragną szczęścia! Ja chcę zemsty! Zemsta stworzy mi szczęście.
— I cóż się później z panem stało?
— Gordon przysłał mi pieniądze, ale wówczas już począłem pluć krwią.
Milczenie...
— Tak, w rzeczy samej! Mój pomysł... Mój wspaniały pomysł... Czy pan myśli, że ja tu gnić będę powoli? He, he... Dość mi tego! Jednym rzutem, tam w tej willi, w morzu płomieni.