Począł szeptać.
— Pojmuje pan, co to znaczy, metr zamarzłej ziemi ponad trumną? Nie, wcale nie ponad trumną. Trumna pęka w kawały, ale... he, he... pojmuje pan, że te przemarzłe grudy zgniotą moje ciało?
Botko milczał.
— Pojmuje pan to?
— Tak, pojmuję.
Pauza.
— Więc pan chce spalić się sam we willi?
— Tak.
Botko wstał i uścisnął serdecznie rękę Wrońskiego.
Wroński zawrzał nagle. Ogarniała go wściekłość i wstyd, że tak odkrywał tajnie swej duszy. Nieufność jego do Botki wzrosła jeszcze. Gdyby chciał wreszcie odejść.