Widziałam...

SCENA SIÓDMA

WANDA OKOŃSKA. Wybiega na werandę. W salonie i jadalni gwar i wesołość.

WANDA

Mówiliście, że chcecie obejrzeć cały ten stary park, a tu nagle widzę was, jak siedzicie na kamiennych płytach schodów. — Wiosna. Wieczór już. Tak łatwo się zaziębić.

KONRAD

całując matkę w rękę

Niech się mamuś nie lęka. Hanka pokazywała mi tylko kierunek alei, którymi najmilej się przechadzać. W tej chwili przyjdę do mych gości...

Schodzi ze sztuczną wesołością ze wschodów werandy, bierze Hankę za rękę i niknie w parku.

SCENA ÓSMA