Na werandzie stoi Borowski i czeka. Po chwili wchodzą z parku Hanka i Konrad.
BOROWSKI
żartobliwie z przekąsem
Trzeba też przecież o jakimś posiłku pomyśleć po podróży, a nie od razu o flircie...
KONRAD
Ani mi przez głowę żaden flirt nie przyszedł. Prosiłem wyraźnie pana, aby pan zechciał towarzyszce moich najmłodszych lat pozwolić ze mną obejrzeć miejsca naszych najpiękniejszych wspomnień.
BOROWSKI
Ależ oczywiście, spodziewam się tylko, że za kilka chwil będzie was można w gronie uczestników biesiady powitać?
KONRAD
Ależ tak! Pan zechce tylko wybaczyć, że po trzydniowym znużeniu trudno mi się bawić w gronie choćby najlepszych przyjaciół.