patrzy na niego ciężkiemi oczyma — po chwili — jak ze snu.
Z kim mówię?
LESZEK
Z tym, za którego władzą i panowaniem to święte miasto woła i krzyczy, z tym, od którego żąda ono, by się nie nachylił przed najcięższą ofiarą, by tylko miasto dla rodu naszego z powrotem zdobyć... a wola duszy tego miasta jest tysiąckrotnie silniejsza od naszych pragnień... losy zapadły — żegnam was.
KINGA
Czekajcie! groźnie — świszczącym szeptem. Tyś mi mówił, że mnie miłujesz?!
LESZEK
widać — że nie bez bólu i trudu, ale zupełnie opanowany i spokojny.
Ja!