MŚCISŁAW

podchodzi, uśmiechnięty, lisim krokiem ku niemu.

He, he? Coś ty powiedział?

patrzy wyczekująco na Zygwarta.

ZYGWART

opanowany.

Ja? nic! jeżeli miłościwa wasza łaskawość zapragnęła w nieskończonej swej dobroci, aby moja siostra zasiadła obok królewicza Leszka na waszym stolcu królewskim, to przystoi mi wyrazić wam moją wdzięczność.

MŚCISŁAW

zaskoczony — potem śmieje się i patrzy wrogo na Zygwarta.

Dowcipny jesteś Zygwarcie i jaki nieporównanie sprytny z głuchem postanowieniem Bacz tylko o rycerzyku, czy twoja głowa dość silnie na twym karku siedzi.