Leszek na białym koniu, krwią zbryzgany, na przedzie — chmurą, burzą, huraganem zwalił się na wojsko Mścisława.

RENATA

Co widzisz jeszcze moja córko?

HALSZKA

woła w uniesieniu.

Leszku! Leszku mój! powiewa chustką Niszczącym klinem werżnął się w zastępy wroga... z zapartym oddechem teraz się odnaleźli, rzucili się na siebie...

śledzi chciwie przebieg walki, raz po raz wydaje okrzyki przerażenia, lęku, to znowu najwyższego uniesienia, a wreszcie usuwa się u nóg Renaty, chwyta powietrze, śmieje się i płacze w uniesieniu szczęścia.

RENATA

Moje oczy ślepną, snać już więcej widzieć nie potrzebują — coś widziała, córko?

HALSZKA