szybko, bezładnie.
Trzykroć na siebie się rzucili w zaciekłych zapasach, kopie podruzgotali, trzykroć zwarły się ich konie i dębem stanęły, a potem schwycili za czekany — koń Mścisława padł łbem o ziemię, a Mścisław zwalił się z siodła z roztrzaskaną czaszką...
słychać surmy zwycięskie, wbiega znowu na mury, powiewa chustką.
RENATA
Co widzisz, Halszko?
HALSZKA
odwraca się do niej.
Zwycięstwo! zwycięstwo! Mścisław nie żyje — garść jego wojska goni, jak oszalała w popłochu przedsię, na oślep powiewa chustką. Leszku! jasny mój! ukochany! A on na przedzie gna ich, jak stado obłąkanych owiec — och! raz jeszcze żygnął krwią Mścisław — teraz leży rozciągnięty na ziemi — patrzeć nie mogę...
RENATA
Nie patrz! nie patrz, moja córko! Ślepota go nawiedziła, a miał ci on cztery bramy w zamku swej duszy i na wschód zarania słońca, i na jego moc zwycięską południa, i na zachód pokoju i na północ spoczynku...