z naganą.

Wyrwało wam się słowo zelżywe, jak ślina splunięta w twarz godnemu rycerzowi Gniewoszowi: zdrajca! jakieżby on mógł tajemnice zdradzać, gdyby ich nie było? śmieje się głośno. Ach — ach! Jakich niezręcznych powierników wybrał sobie książę Leszek! Tu Damian, który na zamku ukrył księżniczkę Kingę, chociaż wie, że największą radością dla mnie byłoby ujrzeć ją, uczestniczkę tryumfu księcia — udaje zastanowienie. Aha! teraz rozumiem, to wojewodzic chciwy łask księcia pozazdrościł mi tego szczęścia, bym pierwsza mogła księciu Kingę ukazać — prawda wojewodzicu? chciałeś ją sam w tryumfalnym orszaku poprowadzić?

Damian milczy.

HALSZKA

dobrodusznie.

A widzicie, że odgadłam wasze zamiary. Mieliście najlepsze chęci i za to was tamten wskazuje na Gniewosza nazwał krzywoprzysiężcą. Ha, ha, ha! Ale jakkolwiek wysoce cenię waszą miłość dla księcia, to przyznać musicie, że ja mam pierwszeństwo zgotowania mu tej niespodzianki żartobliwie. A żebyście mnie ubiedz nie mogli — pozostaniecie tu aż do nadejścia księcia Leszka.

Twarz i postać Damiana wyraża najwyższe przerażenie.

DAMIAN

Ależ, dostojna pani, książę kazał mi spieszyć z powrotem z wieścią o waszem zdrowiu.

HALSZKA