szyderczo.

Nie, nie! Lękam się, że zbytnią gorliwością moglibyście mi całą radość popsuć — a zresztą książę tu niebawem nadejdzie... patrzy wzgardliwie na Gniewosza. A ten, którego zdrajcą nazwałeś może nie wiedział o twoim zamiarze, a znając moją troskę o księżniczkę Kingę, mimowoli, nie w złej wierze, wszystko wygadał — a może chciał sobie moje łaski zaskarbić na przyszłość — no tego już mu za złe brać nie mogę — ale ja sądzę, że on się tylko chełpił, iż wie, gdzieście wy wojewodzicu Kingę ukryli... he, he, he! do Gniewosza Dajcie mi dowód gorliwy rycerzu, żeście zasłużyli na przyszłe względy księżnej: odszukajcie skrzętnie ukrytą Kingę, przywiedźcie ją do tej małej komnaty na wieży, przyległej do tego podwórca — ukażcie ją księciu na pierwsze moje skinienie — a szyderczo kto wie? może i kanclerzem zostaniecie?

GNIEWOSZ

nie traci pewności siebie.

Przykrą i nad wyraz bolesną dla mnie jest wasza mowa, pani, ale dam wam dowód, którego żądacie: niebawem wraz z księżniczką Kingą będę oczekiwał w tej małej komnacie na wasze dalsze rozkazy

chce odejść.

HALSZKA

wzgardliwie.

Raczcie spojrzeć na rękawicę, którą wam rycerz Damian rzucił, a którą podnieść zapomnieliście.

Gniewosz podnosi rękawicę i wychodzi.