Oczywiście! Jeden ojciec ale inne matki — i cóż to ma z całą sprawą wspólnego? Ale to są rzeczy jedynie nasz ród obchodzące... Pozwólcie, księżniczko, przedstawić sobie mego znakomitego rycerza i, o ile wymiarkować zdołałem, mego najwierniejszego sługę Zygwarta... ponoć jedyny w całem mojem państwie, który się mnie nie lęka, ani też za srogiego tyrana nie uważa, a nawet twierdzi, że mnie miłuje.

ZYGWART

Po swojemu, książę, po swojemu...

MŚCISŁAW

Dobrze i tak być miłowanym, choćby i tak — jak ktoś głodny to i okruchami się zadawalnia.

ZYGWART

Gorzką jest, królu twoja mowa, ale bywa i tak, że widzi się próżnię tam, gdzie przez brzegi się przelewa.

MŚCISŁAW

Pewno — pewno, gdy się w sobie czuje taką pustkę, i próżnię, której nic wypełnić nie może... Masz słuszność Zygwarcie — idź w spokoju... roztargniony i wybacz jeśli jakieś gorzkie słowo powiedziałem: nie o tobie myślałem.

Zygwart kłania się i wychodzi.