KINGA

w nąjwyższem wzburzeniu.

Pluję na litość twą żmijo!

HALSZKA

Wybaczcie jej te słowa, boć nie wie, co mówi.

LESZEK

przeprowadza ją ręką do jej stołka.

Niema łaski dla tej, która żałuje, że swych zbrodniczych zamiarów spełnić nie zdołała, z której słów zieje taka nienawiść, że jednej chwili nie byłbym pewien waszego, drogiego mi życia. Halszko — nieubłaganie. Dalej oskarża was, księżniczko Kingo, wojewoda Wyszomir, żeście podstępnie i chytrze omotali prawe i rycerskie serce jego syna, tak, że złamał daną mi przysięgę, że was wywiezie do odległego zamku księżnej, byście nie mogli knuć dalszych, dla miasta zgubnych spisków.

KINGA

zatacza się, patrzy błędnie.