prawie równoczesnie.
Tak dawno cię nie widziałam, że oczom moim nie wierzę... To ty Leszku?!
LESZEK
Ja — ja Kingo...
ogląda się niespokojnie na Mścisława, puszcza jej ręce — znowu w pokornej, nieśmiałej postawie. Mścisław patrzy bacznie na całą scenę i Leszka z jakimś złowrogim uśmiechem, cicho podchodzi do Leszka.
MŚCISŁAW
Jakże się wasza książęca mość czuje na moim dworze?
LESZEK
Niezgorzej, królu — wcale nienajgorzej. — Wybaczcie powściągliwe słowa moje, ale zaledwie tydzień upłynął, jak raczyliście mnie do siebie powołać.