roztargniony — jakby myślał o czem innem.

Witam was serdecznie. Zbyt poważne i nie cierpiące zwłoki sprawy nie pozwoliły mi dotychczas was powitać, ale wieści, które mnie o was doszły, pozwalają mi żywić nadzieję, że staniecie się silną i pewną podporą mego — rozumiecie? — mego tronu. Cóż tak zdziwieni na mnie patrzycie?

LESZEK

Ja? zdziwiony? Słucham, królu, uważnie wszystko, co mi na wagę mego rozumu kładziecie.

MŚCISŁAW

Nie wymagam, ani chcę, byście... trzeba być w tych ważnych sprawach otwartym, bo... aha! cóż ja to chciałem wam rzec? przeciera czoło i siada. Wiesz — pewno, i wiedzieć musisz... no tak! Mamy wspólnego ojca... Wyczekująco patrzy, jakie wrażenie jego słowa na Leszka wywarły. — Z naciskiem wspólnego ojca!

LESZEK

kłania się i milczy.

MŚCISŁAW

z piorunem w oku.