Zanim tyś na świat przyszedł, już ja byłem jego synem!
LESZEK
znowu kłania się i milczy.
MŚCISŁAW
Ha, ha, ha... To ci może nie na rękę? Co? hamuje się O prawa pokrewieństwa ani z księżniczką Kingą ubiegać się nie mam chęci, ani czasu — prawo mnie nic nie obchodzi, bo ja — ja sam stanowię prawo i jestem prawem.
LESZEK
znowu ze spuszczonemi skromnie oczyma, kłania się.
MŚCISŁAW
patrzy długo to na Leszka, to na Kingę, która z zaciętym uporem patrzy na Leszka — potem wstaje uroczyście.
Tu ja panuję prawem mego pierworodztwa, jam tu królem. Cokolwiek odemnie, swego króla zażądacie, nie zaznacie hojniejszej ręki...