patrzą chwilę na siebie.
KINGA
Leszku — bracie mój — podchodzi ku niemu: Coś ty taki nieśmiały, to przecież ja, Kinga, towarzyszka twoich lat najmłodszych...
LESZEK
schyla głowę.
Twoja piękność onieśmiela mnie — pozwól przeciera czoło, niech sobie uprzytomnię, że najnieuchwytniejszy sen staje się zjawą... Małą dziewczynką byłaś, gdy nas wola tego — tego naszego pana i władcy rozłączyła — pamiętam cię małem drobnem dzieckiem — dziś widzę cię... zmieszany Jestem tak olśniony... nie, nie to... ja cię taką zawsze w snach widziałem i znowu nie taką...
KINGA
Leszku — gdybyś wiedział, jak moje serce za tobą wołało — tyś — patrzy na niego jabym ci chciała wszystko powiedzieć, a język mój się plącze, ja nie wiem — nic już nie wiem — ja tylko miałam jedną myśl, jedno pragnienie: Leszek — Leszek! śmieje się i płacze i rzuca mu się na szyję — nagle: Coś taki wylękniony? Nie jesteś szczęśliw, żeś razem ze mną?
LESZEK
patrzy na nią uporczywie.