Twór jego cały, mimo całej swej genialnej, groteskowej paradoksalności — a raczej demencji geniusza — mógłby mnie zdumiewać olbrzymią erudycją, błyskawicznymi przebłyskami niesłychanej intuicji, która atoli już po paru sekundach głuchnie i ślepnie, ale twór ten jest dla mnie niczym w porównaniu z tymi objawieniami duszy żydowskiej, które, niewypowiedziane, tylko między linijkami wyczytać możesz, o ile czytać umiesz. A nie znam trudniejszej sztuki od sztuki czytania!
Ta straszna klątwa wywodzenia się z rodu, więcej może jeszcze i pogardzanego, i znienawidzonego od Cyganów, pariasów i trędowatych, kazała Weiningerowi samobójczą śmierć popełnić — nie zaś lektura mojej Totenmesse.
A ile u nas takich Weiningerów, tragicznych męczenników swego pochodzenia! Kilku ich poznałem — miałem i mam wśród nich najszczerszych, najwierniejszych przyjaciół, bo wiedzą, że może nikt inny w Polsce nie wniknął głębiej w bolesny tragizm ich dusz, jak właśnie ja.
A, a! przeholowałem: był jeszcze jeden współczesny Polak-Aryjczyk prócz mnie, który tą tragedią był głęboko przejęty: Stanisław Wyspiański! Właściwie jedynym jego przyjacielem, którego niezmiernie cenił, przed którym nawet i z najskrytszych twórczych myśli się zwierzał, czego przed nikim nie czynił, o którego się jeszcze na łożu śmierci dowiadywał, to był biedny młody „Żydowina”, chory na płuca, ciężki kaleka, a męczennik tego kalectwa, bo było ono i śmieszne, i ciężką litość wzbudzające, niezmiernie inteligentny „Żydowina”, którego już po paru godzinach rozmowy zaprosiłem do składu redakcji „Życia”: św. pamięci Stanisław Lack398.
Stosunku Wyspiańskiego do Wilhelma Feldmana399 bliżej nie znam, więc nic o nim powiedzieć nie mogę.
Do tej, właśnie tej tragedii w duszy Żyda, który zdołał sobie ogrom tej tragedii uświadomić, a która w całą otchłań cierpienia go stacza, nieraz jeszcze powrócę, gdy będę pisał o moim powrocie do kraju.
To jedno:
Gdyby Polacy postarali się dotrzeć do najgłębszych źródeł duszy żydowskiej, nie odtrącaliby od siebie tych dusz, które mogą stanowić kosztowne drożdże dla rozwoju duszy polskiej.
Usilne a niesłychanie uciążliwe studium Kabały — nie można sobie wyobrazić, jak różni się nasz aryjski sposób myślenia od sposobu myślenia semickiego, a w ogóle orientalnego — pozwoliło mi spojrzeć w ponure głębie tych Żydów, nie na miarę Heinego, o nie! nie! ale na świętą i tragiczną miarę tego genialnego dzieciaka, Weiningera skrojone.
Tą „pierwszą książką” moją, Totenmesse, zostałem zapisany w literaturze niemieckiej jako Schriftsteller vom Rang400 — odpowiada to mniej więcej urzędniczemu piątemu stopniowi, który zajmowałem do niedawna w Dyrekcji Kolei Żelaznych w Gdańsku401.