Jak będę miał kiedyś pieniądze, to kupię taki gruby, taki ciężki łańcuch, jaki widziałem opasujący całą katedrę San Juan de los Rayes i poślę go tam z szczerozłotym napisem:
„Paderewski wyzwolił Przybyszewskiego”.
Ja, dziś blisko sześćdziesięcioletni człowiek, nie będę się u stóp Twoich słaniał — zbyt wielkim panem jesteś, by moja wdzięczność Cię nie zabolała: jedno tylko wiedz — gdybyś miliony lat żył, nie sprawiłbyś żadnemu człowiekowi ani sobie samemu tego przeolbrzymiego szczęścia, jak mnie w tej jednej świętej chwili, gdym granice Prus przekroczył i do Krakowa zajechał!
XXV
Kiedym podczas mego trzydziestoletniego „jubileuszu” (!) — he, he! — powiedział na estradzie teatru lwowskiego, że gdyby cały mój twór, taki, jaki bym go chciał mieć, wynosił 50 stronic, toby było aż nadto szczęścia dla mnie, powiedziano, że to poza nieszczerej skromności. O nie! to najgłębsza prawda, na jaką w ogóle zdobyć się mogłem!
Całkiem inaczej miał ten gmach wyglądać, pod którego fundamenty wydźwigiwałem ze wszech stron olbrzymie kamienie; gmach, który na tym fundamencie wybudowałem, całkiem inaczej miał wyglądać i całkiem inną potęgą pyszni się przed oczyma mej duszy — a im częściej go obchodzę, tym boleśniej mnie razi — a tym się tylko pocieszam, że gdy po wiekach całych wrócę, ten gmach będzie już dawno zburzony, ale fundamenty pozostaną — o — o! — te pozostaną! i na nich może być mi dozwolonye— mnie, biednemu bygmestrowi Solnessowi, który już tyle razy budował i burzył — wyciągnąć pod niebo ten gmach — katedrę, o której od małego dziecka marzyłem!
Wszystko, com stworzył, niczym — niczym wobec tego, com przemyślał, gdym całe mile naokoło mojego biednego stołu dzień w dzień robił. Gdy znowu powrócę, spełnię nakaz przenajświętszego zakonu.
Tą wiarą rehabilituję moje życie!
Fundamenty, na których niedołężny twór mój budowałem, te jedynie pozostaną — te jedynie są niezniszczalne.
Zdawałoby się, że niepotrzebnie rozpisałem się tak szeroko o tym wypadku w mym życiu, kiedym się bliżej zapoznał z całym tym okultystycznym kołem naokoło Hübbe-Schleidena, naokoło spirytystów, okultystów i różokrzyżowców.