Tymczasem ogromnie dużo im zawdzięczam.
Dziś, kiedym dwadzieścia lat strawił nad zgłębianiem ich nauki, ale zdumiewające: to, co wtedy było tylko niejasnym przeczuciem, intuicją, mgławicową anamnezą, dziś już jasno — dzięki tym długim latom, strawionym nad studium okultystycznych nauk — mogę syntetycznie przedstawić, co mi się wtedy tylko majaczyło:
Dziś wiem, do czego moja dusza kierowała, i dziś wiem, do wykonania czego była powołana, i dziś jestem w stanie na podstawie głębokiego uświadomienia, jakie z nauk okultystycznych zaczerpnąłem, wyspowiadać się wam: wam wszystkim, którzy dotychczas darzyliście mnie jeżeli nie miłością, to przynajmniej odrobiną sympatii — wyspowiadać się wam z najcięższej tragedii mego życia, jedynej i istotnej, jaką przeżyłem — bo czymże mogła być jakaśkolwiek tragedia wobec tej, że z mego tworu pozostaną tylko głazy fundamentu, a cały gmach na nim wybudowany niezadługo się w gruzy rozsypie?!
Bygmester Solness nie dorósł swoimi siłami, by móc wynieść choćby tylko pod dach ten gmach — a raczej tę katedrę, którą w krwawych wysiłkach i szarpaninach budować zamierzał.
Obłędna myśl zwichrzyła w zarodku moje twórcze poczynanie. Chciałem wykraść tajemnicę Ognia! Czy wiecie, czym jest ogień? Otóż nauka różokrzyżowców o ogniu:
To, co ogniem nazywamy, to tylko ordynarnym, materialnym oskorupieniem ognia; to, co dla nas ogniem, jest z natury rzeczy — jako zjawa — ciemnością. Bo „istota”, jako taka, jest przeciwieństwem zjawy. Nasz ogień jest poza granicą naszych zmysłów w świecie nadnaturalnym — głuchą ciemnością.
Wiedzą o tym wszyscy, którym było dane w świętych ekstazach oglądać światło wiekuiste.
Bo wszelka materia jest ciemnością i dusza jedna tylko światłem. Światło nasze jest materialne, a jako materialne musi być ciemne. Bóg naszego światła, to książę ciemności — princeps tenebrarum — istotny Bóg nie jest materialne, więc nie może być dla nas, jako niematerialny, światłem — musi być ciemnością, to znaczy jedynym i istotnym światłem.
A więc wszystko na odwrót.
Ciemnością dla jedynego światła, jakim jest Bóg i jego cząsteczka — duch ludzki, jest i nawet ten najczystszy, materialny ogień, który świeci tak nieskończenie delikatnym światłem, że tylko rzadcy, najwięcej sensytywni ludzie je widzą; ciemnością jest nawet ta świetlana promieniejąca materia Crooksa537, a nawet ten od, który dusza nasza poprzez cielesną skorupę bezustannie promieniuje, nawet ten choćby i dziesięciorako wysubtelniony agregat odu, substrat ducha ludzkiego, jest jeszcze ciemnością wobec tego ognia, tego światła i blasku, w jakim Bóg w człowieku się przejawia.