A wielką pomocą był mi Arnost Procházka, gdym objął „Życie”. Nadesłał mi cały szereg klisz reprodukowanych w jego piśmie z obrazów, sztychów i litografii nieznanych dotąd w Polsce artystów, a którzy mieli wielki wpływ wywrzeć na młodą generację polskich malarzy, pisywał do „Życia” sam Procházka i jeden z najtęższych młodych twórców czeskich, Jerzy Karasek, który pierwszy zapoznał Polskę z tym wielkim twórcą, jakim jest Otokar Brzezina, z innej zaś strony wywarło wielkie wrażenie wspaniałe studium Oli Hanssona o Edgarze Poe627 i Barbey d’Aurevilly. Najobszerniejsze wywody na temat tak zwanej „nowej sztuki” nie zdołałyby zastąpić choć w części tego rewelacyjnego bogactwa, jakie Ola Hansson w tych swoich studiach nagromadził.

„Życie” zaś gromadziło na swoich łamach planowo i celowo z rodzimej i obcej literatury to wszystko, co by mogło polską sztukę wprowadzić na tory, na jakich mogłaby znaleźć na oścież otwartą bramę do tej wytęsknionej Europy, której uznania tak żarliwie pragnęła.

To by było wszystko bardzo pięknie, gdyby nie ustawiczny brak funduszy, które by mogły „Życiu” jaki taki pewny byt zabezpieczyć. Rwało się ustawicznie na całym tym płótnie. Zaledwie zadzierzgnięte szwy, bezustannie się rozpruwały, gdzie się jakąś dziurę zacerowało, w jakimś miejscu nowa i groźniejsza powstawała; i pewno ani ja, ani kochany Wyspiański nie zdołalibyśmy utrzymać „Życia” przy życiu, mimo że Wyspiański z coraz większym uporem twierdził, że pieniądze znaleźć się muszą, gdyby się nie był nagle zjawił na naszej widowni artysta o wysokiej literackiej kulturze i o środkach pieniężnych, którymi zwykle tego rodzaju artysta nie rozporządza:

Stanisław Wyrzykowski628.

Skąpa była twórczość Wyrzykowskiego, acz bardzo wytworna, przynajmniej w tych paru poematach, które w „Życiu” ogłosił, niemniej ukochał fanatycznie sztukę, a zaiste niemałe poświęcenia dla niej robił — jeżeli jakąś część swego majątku ofiarował „Życiu”, to doprawdy nie dlatego, by zrobić jakiś interes, bo zbyt dobrze znał stosunki, by nie wiedzieć, że wszystko, co daje, idzie à fonds perdu629 — ale jedynie z tej bezinteresownej miłości do jakiejś rzeczy, z którą się ukocha, a zarazem wie się doskonale, że trzeba dla niej ofiarę ponieść.

Wprawdzie nabył „Życie” Wyrzykowski tanio, bo zdaje się, że Sewerowi, właścicielowi „Życia”, zapłacił sto guldenów — dowód, jak nisko stały akcje „Życia” — ale zdawał sobie sprawę, jak wielkie inwestycje go czekają, jeżeli to pismo ma już w dalszym ciągu bez wszelkich przeszkód wychodzić.

Stanisławowi Wyrzykowskiemu należy się bezwzględnie wdzięczna kartka w piśmiennictwie polskim, choćby już dlatego, że brał gorący udział w tej rewolucji — wówczas to było rzeczywistą rewolucją — jaką w piśmiennictwie polskim wywołało moje Confiteor (1 stycznia 1899).

Zbyt znane jest to moje „wyznanie wiary”, bym je miał tu in extenso przytaczać, ale to Confiteor wywołało ciężkie nieporozumienie między społeczeństwem a mną — wtedy wciąż jeszcze identyfikowano „Życie” ze mną, chociaż usilnie się starałem usunąć się na ostatni plan.

W całym tym moim programowym manifeście, z którego i dziś ani jednego słowa nie mógłbym odwołać, żałuję tylko, że w zbyt młodzieńczej, brawurowej bucie cisnąłem w twarz społeczeństwu owo wzgardliwe i obelżywe przezwisko: „Mydlarze!”, które taką olbrzymią wrzawę wywołało, jakiej jeszcze w Polsce nikt nie wzniecił od czasu, kiedy to Mickiewicz rozprawiał się z swoimi warszawskimi krytykami.

Nie byłem jeszcze na tyle dojrzałym — a może za mało „chytrym Wielkopolaninem” — by, zamiast wołać pogardliwie: „Mydlarze”, stanąć na jakimś „wychowawczym” poniekąd stanowisku i wytłumaczyć — na ogół chętnemu posłuchu społeczeństwu — to ciężkie nieporozumienie między nim a twórcą, wywołane prawie li tylko przez złą wolę, nieuctwo lub też ślepą namiętność zawiści ludzi, którzy je o sztuce informują.