Nie trzeba było rzucać na oślep rękawicy społeczeństwu, które Bogu ducha winne, ale tym, którzy mu się na prowodyrów narzucają, tym, którzy nic nie rozumieją ani rozumieć nie chcą, tym, którzy według słów Rémy de Gourmont są dumni ze swego niezrozumienia i z frazesowych łachmanów, jakimi odziewają swą wstrętną nagość duchową, jak inni są dumni z swego talentu i bogactwa idei.

To nie społeczeństwo winne krzyżowaniu twórców, ale ten przepotężny „krytyk”, który nic nie rozumie, nie jest wrażliwy ani na poezję, ani na muzykę, nawet na najoczywistszą logikę, i głuchy jest, ale nie niemy, bo gdziekolwiek spotka się choćby z najszczerszym przejawem sztuki, który mu się czymś nowym i dotąd jeszcze niebywałym wydaje, wrzeszczy wniebogłosy: „Ja nie rozumiem!”

Wiecznie powtarza się to samo!

Tak było za czasów Mickiewicza i to samo powtórzyło się za czasów istnienia „Życia”.

I zwykle znajdzie się w przełomach sztuki jakiś taki krytyk — ale przeważnie w liczbie mnogiej — jak spod ziemi wyrasta cały zastęp tych głuchych i ślepych, którzy nic nie rozumieją, ale za to z zaciekłą furią tępią i trzebią na oślep wszystko, co się z ich odwiecznego, strupieszałego kanonu wyłamać pragnie.

A straszny jest ten krytyk, tym straszniejszy, że możność tego haniebnego liberum veto daje mu zwykle poważanie siwizny, wątłych łydek i jakichś tam zasług, gdzieś kiedyś i kędyś spełnionych.

Tak! Tak! Pomściło się na mnie obelżywe słowo!

Społeczeństwu, które wyczekiwało spokojnych, rzeczowych wyjaśnień, które było gotowe przyjąć nawet najśmielsze wyznanie wiary, byleby było tylko jasno wytłumaczone, już nie uprzejmie, ale z głęboką, niewyzywającą powagą uzasadnione, cisnęło się wtedy zuchwałe wyznanie, i to nieporozumienie pomściło się:

Bo w tej samej chwili zjawił się potężny ON w przeraźliwej liczbie mnogiej, i cała ta czeredź630 przeciwstawiła się społeczeństwu, głęboko zawstydzonemu, że czegoś nie rozumie, i wywijając rękoma uśmierzała lęk i trwogę ludzi słabego ducha, a z takich przeważnie społeczeństwo się składa:

„Cóż to za popłoch padł na was?! — Czegóż wy się wstydzicie? Patrzcież! My mamy odwagę głośno i w imię najświętszych ideałów, odwiecznych, ustalonych praw przyznać się, że nic nie rozumiemy — my, których za swych przewodników uważaliście, a Wy upadacie na duchu?!