À rebours60!
Na pohybel boskim i ludzkim prawom, nakazom, wszelkim dogmatom: nigdy Habal Garmin syna akuszerki nie rozpanoszył się w tak przemożnej sile w mej duszy jak w tym czasie.
Habal Garmin?
Nie — nie! tym razem było to raczej zapłodnieniem duszy. Wielki kabalista, Rabbi Luria61, stworzył naukę, którą złożył w księdze Ibbur. Obca dusza dostaje się do mojej, zespala się z nią, potęguje ją, podnosi lub obniża, jest dla niej niebo- lub piekłowzięciem. Łączyła mnie wówczas gorąca i — u mnie właśnie — rzadka i wyłączna przyjaźń z jednym z moich kolegów, z którym razem mieszkałem, a którego pamięć jest mi nieskończenie droga, dziś jeszcze drży mi ręka, gdy piszę jego nazwisko:
Bolesław Deichsel!
Niezmiernie rzadka wydaje mi się przyjaźń, w której by możność odczuwania do tego samego diapazonu dostrojona była, a właśnie wskutek tego zharmonizowania coraz więcej się potęgowała i zacieśniała, a wciąż świeżymi siłami, przewalającymi się z jednej duszy do drugiej, zapładniała.
I istotnie było każde uczucie w tym nawale nowych, gwałtownych wrażeń, wywołanych doszczętnie „wywrotowymi” naukami i pojęciami, nasiąknięte płomienną jakąś egzaltacją, rozżarzane bezustannymi dysputami i chciwym pragnieniem, by stworzyć jak najwięcej prozelitów; jak doskonale rozumiem tych ludzi, którzy z bohaterską odwagą, łaknącą jakiegośkolwiek męczeństwa, starają się przypieczętować bezwzględną wiarę w swoje przekonania i dogmaty!
Z jaką chciwością wczytywaliśmy się — Deichsel i ja — w pisma Augusta Bebla62, z jaką płomienną wiarą wchłanialiśmy w siebie naukę socjalizmu, zaczerpniętą z popularnych niemieckich broszurek, które, nie wiem nawet dziś, jakim cudem sobie sprowadzić zdołaliśmy. A ile razy groziło nam wyrzucenie z gimnazjum, boć przecież naszą maksymą stało się wtedy Branda: „Wszystko albo nic!”
A silniejszą jeszcze żagiew od teoretycznej propagandy socjalizmu w częstokroć krwiożerczych broszurkach wrzucił w nasze rozgorączkowane serca Zola! Germinal, l’Assommoir, Nana, l’Oeuvre wywoływały w nas tak potężne wrażenie, żeśmy dniami całymi chodzili jak błędni i ślubowali sobie, że już wszystkie siły, życie całe sprawie robotniczej poświęcimy.
A nie pomnę szczytniejszego obchodu Wigilii Bożego Narodzenia nad tę wigilijną noc, w którejśmy od wieczora do rana samego pierwszego święta jednym tchem przeczytali Winę i karę63 Dostojewskiego.