Ale to już obojętne, ile w tym wszystkim prawdy: Polska nie ma na razie ochoty — niestety! — upomnieć się o tego syna, który byłby, Bóg wie, w jaki niesłychany sposób wzbogacił język polski, gdyby nie było mu przeznaczonym robić zdumiewające odkrycia w terra incognita143 obcego języka. (Nb.: a z jaką łapczywością odbywa się obecnie rewindykacja dla Polski Korzeniowskiego-Conrada144, który przecież z Nietzschem mierzyć się nie może!)

Cud języka Nietzschego może odczuć tylko Polak — toć to najcudowniejszy język polski, przetransponowany przez geniusza na język obcy! Język niemiecki Nietzschego gwałcił niebywale niemczyznę jego czasów: czytało go się jak obcego pisarza — język ten wywoływał zdumienie i gorący protest. Niemcy szkalują Nietzschego mianem filozofa, a on nigdy nie był ani chciał być filozofem, brzydził się tym mianem — on był przede wszystkim i jedynie potężnym poetą i twórcą własnego, jemu tylko właściwego języka, tak jak nim był w zakresie muzyki brat jego, Szopen.

Dla Niemca jest język Nietzschego więcej jeszcze może obcy niż dla Francuza język Szopena.

Czytajcie choćby tylko wstęp do Also sprach Zarathustra — tym majestatem dytyrambicznych, natchnionych, organowych dźwięków rozporządza jedynie język polski, który największą swą mistyczną potęgę osiągnął w muzycznej parafrazie Szopena.

Język Nietzschego wydał mi się od razu — może to wrażenie było, mimo swą oślepiającą prawdę, na wskroś paradoksalne — transpozycją muzyki Szopena.

Mało kto zdaje sobie z tego dokładnie sprawę, w jak wysokim stopniu kształtuje poczucie muzyki język artysty. Wiedział o tym Verlaine, kiedy w uniesieniu wołał: „De la musique avant toutes choses”; świadomym jest tego nieograniczonego wpływu piszący te słowa, któremu Niemcy zarzucali, że lekkomyślnie szopenizuje ich język, i wiedział o tym Nietzsche, gdy właśnie w tym czasie, w którym pisał swego Zarathustrę, jął namiętnie kochać Szopena, a w jego Barkaroli145 dopatrywał się najszlachetniejszego, najwznioślejszego cudu, niemającego nic równego w całej literaturze muzycznej.

Barkarola!

Ten boski, orficzny hymn — czyż można by go lepiej, głębiej w słowach wypowiedzieć, jak słowami Nietzschego:

Nie noch fand ich das Weib, von dem ich Kinder mochte, es sei denn dieses Weib, das ich liebe, denn ich liebe, liebe Dich, oh Ewigkeit146!

Denn ich liebe Dich, oh Ewigkeit!