I nie tylko w mym życiu umysłowym odegrał ważną rolę, ale i w całej literaturze niemieckiej pomiędzy 1880 do 1890 zapisał swe nazwisko niezatartymi głoskami.

Przecież on Niemców nauczył, a przynajmniej pragnął nauczyć, bardzo trudnej sztuki: pisania tego, co się esej nazywa. Język jego, niezmiernie sugestywny, wnikliwy, ostry i giętki jak najszlachetniejsza stal toledańskiego floretu, był czymś tak zdumiewająco nowym, że język niemieckiego pisarza wydawał się w porównaniu z stylem Hanssona ordynarnym rąbaniem ciężkiego rapieru niemieckiego bursza.

A poza tym wkroczył ten młody Szwed na arenę literatury niemieckiej z bogatym i olśniewającym rynsztunkiem europejskiej kultury.

Podczas dłuższego pobytu w Paryżu poznał wszystkie prądy literackie w Francji, kiedy już naturalizm tam likwidował swoje rachunki, a w Niemczech dopiero o nim przebąkiwać poczęto; napisał cały szereg świetnych sylwetek najmłodszych pisarzy francuskich; pisał o Rimbaudzie167 i Verlainie, z entuzjazmem kreślił wspaniały portret duchowy Barbeya d’Aurevilly168, a jeżeli dziś ktoś w Niemczech z głęboką czcią wspomina Huysmansa — jedynie jemu ma do zawdzięczenia.

Zapoznał Niemcy z Nietzschem i Stirnerem, boć biedny Mackay nie wiedział, jakie przepastne głębie straszyły w tworze przez niego wydanym; odsłonił zdumionym oczom ponurą piękność Edgara Poe169 i duszę rosyjską w jej najszlachetniejszym przejawie, jakim jest twór Garszina170.

On odtwarzał swoją zdumiewającą intuicją, jakimś niesłychanie głębokim wniknięciem w dany twór, wszystko to, czego pisarz nie wypowiedział, ale co głębszą pięknością kwitło między liniami — zapominał czasami o tworze samym i jął na dany temat pisać przecudowne wariacje i tak narzucał duszy czytelnika z wizjonerską siłą portrety Strindberga171, Arne Garborga172 i tych wykolejeńców, i potępionych, i wyklętych, jak Arne Dybfesta lub Hansa Jaegera173.

Dusza na wskroś arystokratyczna i o takiej wysokiej kulturze brzydziła się niepomiernie płaskim poziomem kultury niemieckiej (nie miał może Hauptmann więcej niebezpiecznego, bo pobłażliwie uśmiechniętego, wroga od niego — o Sudermannie174 w ogóle nie wspominał), ale z pokorną i głęboką czcią rozkochał się w akwafortach Maksa Klingera175, i to do tego stopnia, że za pieniądze, którymi miał zapłacić gwałtowny jakiś weksel, kupił sobie przypadkowo w jakimś wystawowym oknie wystawioną akwafortę Klingera:

W brudne i błotniste łożysko ziemi zjeżdża na dwóch delfinach para kochanków w świętym i namiętnym uścisku, a na nich sypie się grad kamieni!

Każdy jego artykuł był dla mnie objawieniem — własnej mej duszy. Czegom jeszcze wypowiedzieć nie umiał, bo zbyt mało przeżyłem i zbyt skąpo byłem obeznany z tym, co mi było tak nieskończenie bliskie i pokrewne; czegom jeszcze nie zdołał sobie uświadomić, choć to już wszystko na progu świadomości ostatniego zbawczego słowa wyczekiwało — to mi wszystko powiedział Ola Hansson, i ten Seher i Deuter wskazał drogę nieśmiałym barankom, myślom moim, kędy jest ich pastwisko.

Byłem opętany tym wielkim artystą, budzicielem dusz i jasnowidzem — z ciężkim trudem wystarałem się o dwa małe tomiki jego własnej twórczości: Sensitiva amorosa i Parias, a nie pomnę, bym kiedyś czytał cokolwiek z równym nabożeństwem, jak te dwie małe książczyny ubóstwianego przeze mnie pisarza.