Poza tym trzeba pamiętać, że wiedza, a szczególnie wiedza przyrodnicza, która w onym czasie święciła swoje najwyższe triumfy, nie tyle mi imponowała, ile była istotnie moją prawdziwą duszną176 potrzebą. Poza tym rozporządzał Ola Hansson niezwykle rozległą wiedzą, a przede wszystkim w zakresie psychofizjologii i biologii — stąd jego przedziwne porównania, czerpane z wiedzy przyrodniczej — i w tym, jedynie w tym, byłem jego uczniem i przyjąłem w pierwocinach mojego tworu jego metodę pisania.

Tym się tłumaczy natłok przyrodniczej wiedzy w moich pierwszych książkach, a może najwięcej w moim pierwszym dziele Totenmesse177 — w polskim tłumaczeniu Requiem aeternam.

Snadź odczuł to Ola Hansson, który z energią, graniczącą z zaciekłością, starał się połączyć, a raczej skojarzyć linię przyrodniczo-filozoficznego myślenia z twórczo-intuitywną, pozamózgową siłą, kiedy napisał o moim pierwszym twórczym dziele niemal entuzjastyczne sprawozdanie: on jeden znał doszczętnie istotę mej twórczości.

A tą istotą — zimna, twarda, a może nawet i brudna ruda żelaza, bezustannie topiona w piecu o tysiącu stopniach gorąca.

Hands off178! Bo się sparzysz!

I ten człowiek — nie doszukacie się go w żadnej historii literatury, nie znajdziecie go w żadnym Conversations-Leksikonie — wydaje mi się być jednym z tych certains, przed którymi ludzkość może za jakie pięćdziesiąt lat korzyć się będzie, o ile znajdzie się znowu jakiś Ola Hansson, który go odnajdzie.

A zdumiewające: ten człowiek, który w każdym słowie, jakie napisał, był zaciekłym anarchistą, wywrotowcem, ale tylko takim, jakim może być jakiś wytworny i wielki pan — ten człowiek był w całym swoim życiu cichy, spokojny i dziwnie pokorny — pokorą geniusza.

A było, że się nagle usta jego zacisnęły, muskuły twarzy jęły się kurczyć i drgać, cała postać jęła się kurczyć, a palce rąk bębniły niesamowicie na stole jakąś złą fanfarę, ale tylko wtedy, gdy mowa była o Szwecji, która swego — może najszlachetniejszego syna — wyżenęła179.

Z bijącym sercem przekroczyłem próg małego domku, w którym Ola Hansson zamieszkiwał wraz z swoją żoną i dwuletnim synkiem.

Powitanie było proste, bez żadnej serdeczności — Szwed nie umie być serdeczny ani wylany180, nie robi nigdy żadnych komplementów, co najwyżej zaznaczy lekkim uśmiechem, czy gościowi jest rad lub nie.