Servaes znał Hanssona już dawniej, przecież umyślnie do niego pielgrzymował, kiedy Hansson mieszkał jeszcze w swej ojczyźnie: na wybrzeżu południowej Szwecji, niedaleko miasta uniwersyteckiego Lund, toteż między nimi zawiązała się szybko rozmowa, której byłem niemym słuchaczem — miałem czas ochłonąć i nabrać odwagi.
Uderzyła mnie piękna i szlachetna postać Hanssona. Ponad miarę średniego wzrostu, szczupły, o delikatnej, rasowej twarzy, przez którą raz po raz przebiegał lekki skurcz, zwłaszcza gdy się ożywiał, robił już na pierwszy rzut oka niezmiernie ujmujące wrażenie. Miał mi go w kilka lat później przypominać śp. Włodzimierz Tetmajer181, i istotnie: ile razy patrzyłem na ukochanego Włodka, tyle razy stawał mi w pamięci Hansson, to znaczy syn chłopa Hansa.
Tylko że chłop szwedzki, to nie chłop polski, a przynajmniej nie ten, którego my chłopem nazywamy. Każdy z nich niemal może się wykazać wysoką kulturą, uniwersyteckim wykształceniem, a ich gaardy nie różnią się w niczym od dworków zamożniejszej naszej szlachty. Wszędzie znajdziesz tam i zasobną bibliotekę, i fortepian, i wszystko to, co się tylko u północnych narodów napotyka: pedantyczną niemal czystość i prostą, ale troskliwą wygodę.
Chłop skandynawski jest w sobie zamknięty, mówi mało i skąpo, a skrajniej konserwatywnego elementu, jaki przedstawia chłop skandynawski, nie znajdzie się chyba nigdzie — bo słynny konserwatyzm angielskiego chłopa jest tak fatalnie pomieszany z obrzydliwym kantem, że wydaje się wobec skandynawskiego szczerego i prostolinijnego konserwatyzmu wstrętną obłudą.
Toteż nigdzie może nie ściga „chłop”, bo nigdzie nie ma tej prawomocnej siły i możności ku temu, wszystkich objawów ewolucyjnych — nie mówiąc już o rewolucyjnych — czy to w religii, czy w polityce, czy też w sztuce, z taką surową zaciekłością, jak w Skandynawii.
Nieubłagane są te chłopskie rządy (garść szlachty szwedzkiej mało co wchodzi w rachubę) dla wszelakiej wybujałości, śmielszych zapatrywań, w ogóle dla wszystkiego, co ponad zwykłą normę wyrasta.
Każdy jakiś śmielszy utwór wywołuje już nie burze, ale huragany oburzenia, prześladowań i nigdzie nie można się silnemu i odważnemu artyście tak łatwo dostać na listę proskrypcyjną i znaleźć się całkiem poza nawiasem społeczeństwa, jak właśnie w Skandynawii.
Ibsen musiał z Norwegii uciekać i pół życia strawił za granicą, a jeżeli dramat jego Podpory społeczeństwa, w którym z zajadłą wiernością odtwarza stosunki towarzyskie i społeczne w Norwegii (i z tego punktu widzenia, to znaczy obyczajowego, posiada dużą wartość), wywołał grozę i najwyższe oburzenie, to dramat jego Upiory stał się przyczyną niebezpiecznego wrzenia w całym społeczeństwie.
Trzeba było długich lat, w których Ibsen wywalczył za granicą to ogromne prestige dla sztuki skandynawskie], jakim się jeszcze obecnie cieszy, by Ibsen mógł na starość zamieszkać w swej ojczyźnie.
Trzeba było na to głosu całej Europy, by Norwegia zrozumiała, jaką magna pars182 majątku narodowego przedstawia Ibsen.