I Arne Garborg musiał się tułać długi czas za granicą, zaczem mu wybaczono pierwsze jego i to najtęższe powieści. Hans Jaeger zdołał umknąć w przeddzień aresztowania go za jego książkę Christiania-Boheme, a malarz Christian Krohg183, również doskonały pisarz, mocno otarł się o kryminał za swoją powieść Albertine.

W Szwecji szczwano Strindberga przez całe życie, dopóki nie dostał obłędu prześladowczego; liryka wielkiej miary Frödinga184 unieszkodliwiono w domu obłąkanych, a Ola Hansson był już po napisaniu pierwszego swego tomiku nowel, Sensitiva amorosa, zmuszony czym prędzej ojczyznę swoją opuścić.

Nie lepiej postępowała Dania: Gustawa Wieda185 stawiano ustawicznie pod pręgierz, w niczym ni lepszy, ni gorszy, jakim swego czasu Anglia ukarała Daniela Defoe186. Herman Bang187 znalazł w końcu przytułek w Ameryce, a wspaniały liryk Holger Drachmann188 nie opuszczał do końca życia Hamburga.

Zresztą cóż to mówić o Skandynawii — czy w jakim kraju dzieje się inaczej?

Właściwie są to jałowe oskarżenia, a jeżeli o nich mówię, to jedynie na uniewinnienie Polski, której zarzucają, że ona tylko „krzyżowała” swoich twórców.

A czas by już rozwiać zabawną i dziecinną legendę, na jakie wyże zostałby wyniesiony ten lub ów zapoznany w Polsce artysta, gdyby był się urodził Francuzem, Niemcem lub Anglikiem, albo też Skandynawem.

Pierwszy Żeromski otrzymałby za swoje Dzieje grzechu co najmniej dwa lata więzienia w Sztokholmie, Daniłowski189 za swoją Magdalenę zostałby skazany w Christianii na ciężkie roboty; za Legendy wysłano by Niemojewskiego190 w Kopenhadze do jakiejś kolonii zamorskiej, by go unieszkodliwić; a Bóg mnie ustrzegł przed losem Oskara Wilde’a, gdybym był jako Anglik napisał De profundis191.

I uporczywie powtarzam, nie wiem już który raz: Polska jest stanowczo najkulturalniejszym narodem w Europie, inna rzecz, że nie była w stanie swym twórcom zabezpieczyć materialnego bytu.

Tak przecież barbarzyńsko nie postąpiłaby Polska nawet w okresie najzapalczywszej walki przeciw tzw. modernistom, jak postąpiła Dania, kiedy krytyka, który pochlebnie ocenił wyklęte dzieło Hansa Jaegera, Syk kjaerlighed („Chora miłość”), skazała na trzy miesiące więzienia za samo napisanie krytyki! Z tego to „raju” twórców, według zapewnień naszych krytyków i niedocenionych albo wskutek tego, że czas swój wyprzedzili, niepopularnych, a więc mało poczytnych poetów, zdołał w sam czas zbiec jeden z najpiękniejszych synów Szwecji w przeddzień procesu o Sensitiva amorosa — Ola Hansson.

Pisałem „jeden z najpiękniejszych” i mogłoby się to wydać frazesem, ale tak jest w istocie. Hansson był piękny, nie tylko jako artysta, ale i jako człowiek. A to jest właśnie przekleństwem Szwecji, wywołanym oczywiście tym dzikim terrorem, jakiemu twórca szwedzki ulega i ulegać musi, że Szwed, im większym talentem obdarzony, tym łatwiej podlega chorobie graniczącej z moral insanity192. Długo i szeroko rozprawialiśmy na ten temat przed paru laty z wybitnym duńskim pisarzem Rasmussenem193.