— Bardzo, bardzo proszę, jak najczęściej — powiedział mi Ola Hansson na pożegnanie i serdecznie mi dłoń uścisnął.

Gute Nacht, und auf wiedersehen, Sigismund August — powiedziała pani Laura.

Gdybym mógł kiedy zrozumieć, jak się w jej mózgu Zygmunt August ze mną skojarzył?!

Gdym tej nocy wrócił do domu, ujrzałem na stole dwadzieścia trzy świeczki zapalone według niemieckiego zwyczaju kochającą ręką — a właśnie w tym dniu ukończyłem dwudziesty trzeci rok życia235.

A jakie, do samego dna istotę moją wstrząsające, wrażenie z tego pobytu u Oli Hanssona musiałem odnieść, dowodem, że mimo fizycznego zmęczenia tej jeszcze nocy rozpocząłem drugi tomik Zur Psychologie des Individuums, zatytułowany: Ola Hansson.

Pisałem tę rzecz jednym tchem, a gdym ją w manuskrypcie z lękiem i po długim wahaniu przesłał Hanssonowi, bom osobiście nie śmiał mu to zawieźć, otrzymałem zaraz nazajutrz kartkę pisaną ręką pani Laury — ona załatwiała całą korespondencję Hanssona — kartkę, której treść wraziła mi się głęboko w pamięć:

Wróciliśmy w nocy do domu, zastaliśmy Pański manuskrypt. Ola kazał sobie natychmiast go przeczytać. Słuchał, słuchał i słuchał z szeroko rozwartymi oczyma, a potem powiedział: „To najpiękniejsze, com tu przeżył: poznałem duszę człowieka”. — To wszystko — oczekujemy Pana z upragnieniem.

Książeczka ta była równocześnie niejako programem całej mojej przyszłej twórczości, a cały mój pogląd na miłość mężczyzny do kobiety zarysował się z dziś jeszcze zdumiewającą dla mnie wyrazistością w rozdziale rozpoczynającym się od słów: „Dlaczego kocham kobietę?”.

Teraz dopiero widzę, jak lekkomyślnie rozrzucałem na lewo i prawo to wszystko, co by w związku z całym do tej chwili rozwiniętym tworem mogło nabrać istotnego znaczenia. Tymczasem w ten sposób pogubiło się w mnóstwie artykułów, drukowanych w „Zdroju” Hulewicza Jerzego236, w przedmowach do Krzyku237, a przede wszystkim do De profundis238, nie mówiąc już o przedmowach, którymi ratowałem w oczach kulturalnej publiczności polskiej twór Hannsa Heinza Ewersa239.

Pragnąłbym teraz gorąco dać tę całą moją artystyczną ideologię w jednym wielkim rzucie, ale trudno: powtarzać się nie mogę. Kogo to wszystko bliżej obchodzi, niech sobie przeczyta te wszystkie „frontispices” i „W zwierciadle”; porówna to z książką moją Na drogach duszy240; zajrzy do mej książki Szlakiem duszy polskiej241; niech się postara o małą, a dla mnie niezmiernie drogą książeczkę: Poznań ostoją myśli polskiej242 — dziś już prawdopodobnie jakiś biały kruk; niech sobie przeczyta moje przedmowy do Alrauny, Ucznia czarnoksięskiego i Mamaloi Ewersa, a — a nie jestem megalomanem, ale nie pożałuje ten ktoś, ten rzadki certain trudu, gdy te wszystkie porozsypywane kamyki w jedną mozaikę ułożyć zdoła.