Nierównego blasku te kamyki — ale widzieliście kiedy, jak się mozaika tworzy?

Bywają bledziutkie kamyki, ale jeżeli się je ułoży obok lśniących, bogatych — przez kontrast nabierają znaczenia i blasku, a zdumiewające: to najskromniej, najciszej powiedziane grzmi nagle triumfalnym chórem.

Te dwa małe tomiki pisane po niemiecku, Zur Psychologie des Indviduums, były ogromną kanwą, na której jąłem cały mój twór dzierzgać.

Wszystko tam wypowiedziałem — niedołężnie, bełkotem i przeczuciem zaledwie, może dla mnie tylko zrozumiałym zaczątkiem wzoru, który miał mi kiedyś posłużyć do wykonania wspaniałego kobierca — hélas243! niewykonanego, ale kto będzie umiał głęboko sięgnąć, tam całego mnie jako twórcę odnajdzie.

I nie tylko jako artystę, ale jako ideologa — a ten ostatni dla mnóstwa moich czytelników jest najwięcej wartościowy.

Ale to tylko vigilantis somnia244!

Wielki Segantini245 narzucił parę plam na płótno, prowadził swego najbliższego przyjaciela przed ten „obraz” i żądał od niego, by widział w tych paru plamach tę wspaniałą całość, jaka już w jego duszy całym swoim majestatem się rozgościła — a był mocno zirytowany; jeżeli ktoś z tych paru plam nie zdołał odtworzyć całej jego wizji.

Segantini miał prawo do tego, bo tę kanwę, którą przygotował, zapełnił całą niesłychanym bogactwem. Jam sobie też kawał kanwy utkał, zbyt może wielki na moje siły — pozostały tu i ówdzie szerokie, barwne plamy, tu i ówdzie cały kawał kanwy wyszytej bogatym wzorem — ale jaki wielki obręb pustką świeci!

Et la tristesse de tout cela, o mon âme — et la tristesse de tout cela246...

X