Die Stunden feiert kurz vor Tag

Und frühstes Rosendüften —

Sehnt sich mein Herz nach Liebe nach Glück

Nach dem verlorenen Paradies zurück...313

Jak mi to głęboko utkwiło w pamięci! — kiedym po trzech tygodniach przyjechał do domu na wielkanocne wakacje, otrzymałem wieść o nagłym zgonie Conradiego.

Zmarł w sam czas, w trakcie procesu, który równocześnie wytoczono i jemu, i Conradowi, i Wallotonowi, i Bleibtreuowi, i Albertiemu o szerzenie niemoralności i pogardę dla „najświętszych zasad”, na jakich społeczeństwo jest oparte.

Niemniej zaciekła i bezwzględna była walka kolonii Młodych Niemiec w Friedrichshagen, gromadzącej się naokoło braci Hart, Bölsche, Bruno Wille, Arno Holz, przeciw uświęconym wielkościom. Arno Holz krztusił się, gdy wypadło mu wymówić przypadkiem nazwisko Schillera, wszystkie ówczesne wielkości oskubywano do naga z ich piórek, ani strzępka nie pozostało z ich hermelinu314; jeden Goethe ostał się zwycięsko, ale też tylko z zastrzeżeniami, natomiast wkroczyli triumfalnym rydwanem do literatury niemieckiej, prócz Zoli i Flauberta, sami Skandynawi315: Ibsen, Bjørnson, Arne Garborg, Knut Hamsun316, a przede wszystkim Strindberg.

Nur vom Norden kommt das Heil für das deutsche Schriftum317 — ten aksjomat nie ulegał żadnej wątpliwości.

Organem tej nowej warstwy literackiej Młodych Niemiec stała się około 1890 roku „Freie Bühne”318”, pismo, które powstało równocześnie z założeniem „wolnej sceny” (Freie Bühne) Brahma i Schlenthera319, na której to scenie na pierwszy ogień puszczono Hauptmanna Vor Sonnenaufgang.

Pismo samo, „Freie Bühne”, przepełnione było prawie wyłącznie tłumaczeniami ze skandynawskiej literatury, a rzadko kiedy pojawił się jakiś utwór niemieckiego pisarza, jak: Einsame Menschen, dramat Hauptmanna, i powieść Hermana Bahra — pisana językiem, który takie piekielne diabelskie młyńce wywijał, że nakładca nieomal żółtaczki nie dostał z rozpaczy, iż redaktor Brahm ten utwór przyjął — Die gute Schule; ale poza tym spotykało się tylko nazwiska i utwory skandynawskich pisarzy. Tu także pojawił się artykuł Hanssona, oświetlający całą krytyczną działalność Jerzego Brandesa. Zarzucał mu lekkomyślną płytkość i stronniczość sądów, naginanie obcych utworów do swego własnego, bardzo biednego i eklektycznego poglądu na literaturę współczesną, doszczętne wypaczenie myśli i zamiarów omawianych przez niego autorów, kokietowanie z ostatnio pojawiającymi się prądami bez najmniejszego zrozumienia ich głębszego nurtu: jednym słowem, Hansson miażdżył bezlitośnie wydętą wielkość Brandesa i to tak przekonywającymi argumentami, tak subtelną i druzgocącą dialektyką, że Brandes, który był również w Niemczech, jak i w Polsce, niemal półbogiem, dostał po prostu ataku ostrego szału.