Jutro koniecznie musisz iść z nami, to wszystko jakby dla ciebie stworzone: śnieg, księżyc i Kazio, Kazio. Ha... ha... ha... patrz, Kazio taki znudzony, a nie widziałam człowieka, który by się tak pięknie ślizgał.
KAZIMIERZ
Bronka, jak zwykle, przesadza, wcale tak cudownie nie było. Staw nie był cały zamieciony, a kochana moja bratowa bawiła się tym, żeby brnąć w śniegu po kolana.
BRONKA
roztargniona
Ach, jak on kłamie, jak on kłamie... O ty niedobry...
Tadziu, możeś niezadowolony, że tak długo pozwoliłam sobie wolności używać? Ale widzisz, kochanie, wiedziałam, że jesteś z moją drogą Ewą, chciałam umyślnie, byście razem zostali, chciałam, żebyś wreszcie po roku zrzucił ten kitel chreczkosieja i z Ewą pobujał tam, gdzie mnie biednej za wysoko.
Och, jakaś ty, Ewo, szczęśliwa, tyś całkiem inna niż my wszystkie. Ach, jak cię dobrze pamiętam, wtedy, gdy po moich zaręczynach przyjechałam do ciebie. Słyszysz, Tadziu? Pokój był taki sam, taki samiuteńki, jak ten, w którym teraz siedzimy...
Ewa, to dziwne, ten pokój był zupełnie tak samo umeblowany jak nasz.