KAZIMIERZ
Czy zauważyła pani, że Bronka dziś na śniadanie przyszła z zaczerwienionymi oczyma? Mógłbym przysiąc, że całą noc płakała.
EWA
Pan sądzi, że ja temu jestem winna?
KAZIMIERZ
Ale gdzież tam, ani mi przez głowę nie przeszło panią o coś posądzać... Otóż tu chodzi zupełnie o co innego... Nie chciałbym, aby pani choć na sekundę myślała, że ja mam zamiar panią badać, ale od wczoraj tak dziwnie i widocznie sytuacja się zmieniła... Czuję w powietrzu jakąś mglistą zagadkę, którą rad bym rozwiązać... Widzi pani, jestem człowiekiem nerwowym, a tacy ludzie nie znoszą parności przed burzą.
EWA
Parności przed burzą?
KAZIMIERZ
Tak, tak, wszystko jedno jak to nazwiemy, w każdym razie, jest coś w powietrzu, co taka wrażliwa dusza jak Bronka instynktem odczuwa... O, słyszy pani, jak płacze?