— Wierz, ja mojej męki nigdy się nie pozbędę i twoją duszę zbyt dobrze znam, bym nie wiedziała, że może cięższe jeszcze męczarnie poniesiesz, ale czuję, że to, co nas po tej długiej rozłące znowu na siebie rzuciło, to mocniejsze i świętsze od tego, co ludzie prawem i obowiązkiem zwą.
Nic nie odrzekł, ale nagle przypadł do jej nóg i pytał gorąco i pytał z głębokim smutkiem i z głębokiem pragnieniem.
— Hanuś, pojedziesz ze mną?
— Pojadę!
Tulił się, jak małe dziecko, do jej piersi i tylko bezustanku powtarzał:
— Hanka ty już na zawsze pozostaniesz przy mnie?
— Na zawsze —
— I wierzysz w świętość naszej miłości?
— Wierzę —
O święta godzino, gdy Duch Boży na dusze swoją łaską spływa!