Nigdy go nie przyrasta, nigdy nie ubywa,

Ale się coraz inną postacią okrywa213.

Żadnego z tych już we mnie proszku nie zostało,

Które moje składały przed półwiekiem ciało.

Na ich miejsce przez pokarm, oddech i napoje

Innych żyjątek części obróciłem w moje,

I co było dopiero ziarno, drzewo, ziele,

Jest duchami, krwią, kością, żyłą w moim ciele.

Co chwila w niedostrzeżne rozrabiany pyłki,

Znowu innym istotom idę na posiłki.