XLIX

Se noi invitiamo nel nostro giardino il signor Cacto ò il signor Cardo Salvatico e con pazienza e serietà lo ammaestriamo, convincendolo, che sono lontani tutti gli animali predonosi, non tarderà molto che qualche membro della tribù troverà opportuno spogliarsi delle noiose punte e adotterà un costume più civile.... Occorre un grande sforzo da parte di queste piante per produrre tutti quelli pungiglioni e quando sia tolta la necessità di questo sforzo, la pianta diventerà più docile e pieghevole e la sua energia potrà essere impiegata in qualcuna delle occupationi utili, alle quali sono adibite le piante”.2 Burbank. —

To jest kwiestja uspołecznienia. Zobaczyć, co się dzieje w Rosji. Co za olbrzymi wysiłek energji idzie na fabrykację bomb (kolców) do walki z antispołecznemi właściwościami jej ustroju. Ludzie, jak dzikie kaktusy, pokrywają się kolcami zbrodniczemi, które, zdawałoby się, że w pochodzie cywilizacji powinny były dawno odpaść. Ale ta cywilizacja jest tak niezupełna, to uspołecznienie tak strasznie dalekie od idealnej harmonji bytu, że przy każdej sposobności z dusz ludzkich podnosi się energja zbrodnicza. Kaktus dziczeje.

Nie namawiam nikogo do pogodzenia się z dzisiejszym społecznym ustrojem, z dzisiejszym przeciętnym typem ludzkim, chcę tylko, żeby w każdym było społeczne czucie i żeby każdy rozumiał społeczne ideje, których wcielenie w życie leży daleko przed nami. Odspołecznić się, pokryć się kolcami i wyrobić suchą i łykowatą miazgę kaktusową w duszy — cóż to za ideał życia!

Na czemby ono schodziło, na coby się marnowała energja psychiczna i do jakiego zacieśnienia, zubożenia doszłaby wewnętrzna treść ludzkiej istoty!

L

Można odrzucać bardzo wiele z dzisiejszych form, w które ideje i uczucia społeczne się wcieliły, można się od współczesnego życia odrywać i żyć całkiem własnem życiem, nosząc jednak w sobie ferment tych uczuć i idej, i w każdym czynie być człowiekiem najwyższego społecznego typu. Niedawno słyszałem opowiadanie p. p. Dłuskich o zabitym Curie, tym fizyku. Był on tak wychowany, że wszystkie kardynalne podstawy dzisiejszych wyobrażeń o ludzkich związkach dla niego nie istniały: ani ojczyzna, ani religja, ani żadna inna forma nie miały dla niego żadnej wartości. Nie pojmował on, jak się tem można zajmować, a jednocześnie był idealnym człowiekiem społecznie, dobrym, prawym, wiernym, poświęcającym się, co wszystko nie przeszkadzało mu czynić genjalnych prac w fizyce i chemji (w tej ostatniej wielką, zresztą, wiedzę miała jego żona). Człowiek taki stoi na najwyższym punkcie uspołecznienia. Nie potrzebuje on ani przymusu prawa, ani przymusu obowiązku. Jego natura dokonała całkowitej ewolucji, wyrzuciła z siebie wszystkie kolce i łykowatą miazgę, i stała się rośliną, dającą tylko kwiaty i owoce — pożyteczną, piękną i miłą, i nadzwyczaj przytem indywidualną.

LI

Nędza ludzkich stosunków nie zmieni się, dopóki ludzie nie zaczną myśleć naprawdę o swoich duszach. Ale o tem myślą tak mało i tak rzadko. Wszyscy hodują w sobie węże nienawiści, zazdrości i upodlenia.

LII